sobota, 24 styczeń 2009

Bryndza w Turowie

Stało się. Chyba koniec marzeń o medalu, ale nie to jest najgorsze. Pisząc posta 24 stycznia nie znam losów klubu, w którym dzieją się dziwne rzeczy. Władze PLK zawieszają Saso Filipovskiego na 3 miesiące, po czym on rezygnuje, a raczej dziękują mu "włodarze" klubu. Wraz z nim odchodzi Bobi. Dopiero co rozpoczęła się runda rewanżowa, a klub na łopatkach. Kolejny ruch "włodarzy" to awans P. Turkiewicza na pierwszego trenera. Facet nie osiągnął jako trener zupełnie nic, a zastępuje Filipovskiego, który ma na koncie Final Four Euroligi. Prezesik (bozia nie obdarzyła go wzrostem) każdą decyzję komentuje w ten sam sposób: rada nadzorcza zdecydowała, rada nadzorcza podjęła decyzję. Póki co nie podjął żadnej decyzji sam. Bardziej zorientowani twierdzą, że paluszki maczają w tym politycy naczele ze Schetyną (no bo jak może klub z prowincjonalnego miasteczka mieć jeden z wyższych budżetów w lidze, a legenda koszykówki Śląsk nie znajduje sponsora i wycofuje się z ligi). Nie wiem co dalej będzie, ale uważam, że już teraz sezon uznaję za zmarnowany. Jedyna rozrywka w mieście przestaje istnieć, mimo tego, że Klub Kibica to prężnie działąjąca organizacja znana w całej Polsce.
Dzięki Saso i Bobi za to co zrobiliście dla nas przez 2,5 roku - szacunek. Teraz trza poczekać i zobaczymy co się wydarzy.

poniedziałek, 17 listopad 2008


Wymyśliliśmy, że trzeba z Oliwerkiem częściej jeździć nad morzem i plany na razie się powiodły. Z Jarkami wybraliśmy się w listopadzie na 5-cio dniowy wypad do Kołobrzegu. Co prawda trochę wiało, ale nie przeszkodziło mi to w dwukrotnym wypłynięciu na dorsza, połowy udane i wszystko OK. Kilka fotek

Przy okazji Oliwer obchodził swoje drugie urodziny

wtorek, 28 październik 2008

Urlop - Majorka

W końcu upragniony urlop. Rano koło 7 wyjazd do Drezna na lotnisko, a tam już samolotem na Majorkę, a dokładnie do Sun Club Eldorado. Byłem ciekawy jak zniosą lot Asia i Oliwer. Wyszło, że to ja po raz kolejny cierpiałem z powodu zatkanych uszu, a im nic. (NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI NA TYM ŚWIECIE!!!). Wylądowaliśmy szczęśliwie. Od razu po odprawie udajemy się do autokaru, który zawiezie nas do hotelu. Wszystko OK. Znaleźliśmy się już w swoim domku i jazda coś zjeść. Okazało się, że obiad już za nami, ale zasięgnąłem języka i okazało się, że w innej restauracji na ośrodku podają pizzę, no to jazda. Zjedliśmy i rozpoczęliśmy aklimatyzację (tzn ja zacząłem) - whisky z colą. Co prawda dzień do dnia podobny, ale ciepłe morze to jest to co różni Majorkę od naszego wybrzeża. Oliwer dawał radę w morzu jak i hotelowym basenie. Oto kilka fotek z urlopu:



piątek, 5 wrzesień 2008

niebawem urlop

powoli udziela się wszystkim gorączka przedurlopowa. Asia chodzi zestresowana, przelewając nerwy na mnie i Oliwera. Ma nadzieję, że jej minie zanim wylecimy na urlop na słoneczną Majorkę. Ciekawy jestem reakcji Oliwera jak i Asi na samolot oraz sam lot. Okaże się wszystko już 12 września. Po powrocie oczywiście opublikuję zdjęcia

niedziela, 27 lipiec 2008

Preludium do urlopu

20 lipca w nocy korzystając z kilku dni wolnych w pracy (moich jak i Asi) wybraliśmy się z tatą nad morze (a dokładnie do Unieścia). Mimo nie napawających optymizmem prognoz na miejscu okazało się, że generalnie prognozy nie sprawdziły się tzn. słońce świeciło aż miło. Podróż przebiegła bez żadnych zakłóceń mimo, że Oliwer po raz pierwszy w życiu odbył tak długą drogę. Przy okazji pobytu nad morzem wraz z tatą wybraliśmy się na dorsza. Połowy przyniosły efekt, ale nie tak piorunujący by zająć się nim lub uwiecznić na zdjęciach (których brakowało ponieważ kiedy brały dorsze nikomu do głowy nie wpadło by robić zdjęcia). Jednakże do domu przywiezione zostało kilka kg fileta dorszowego (póki co nie mającego nic wspólnego z kranówą). Oliwer zapoznał się z morzem jednak temperatura nie pozwalała mu wejść chociaż po kostki. Dorosłemu wykręcała stawy, a co dopiero dziecku. Ale napełniony basen w zupełności zastąpił morze. Ja po raz kolejny przekonałem się, że leżenie plackiem na plaży jest dla mnie sportem ekstremalnym. Oto kilka fotek z pobytu:

To ja. Temperatura wody pozwoliła tylko na takie zanużenie
A oto dziadek pilnuje wnuka

To Asia w swoim żywiole

czwartek, 29 maj 2008

Basket Or Boxing

2:3 dla Sopotu

Niestety ostatnia kwarta meczu nr 5 nam nie wyszła zupełnie.5 oczek rzuconych to tragedia. Jakby Kelati nie trafił za 3 byłyby 2 oczka. W ten sposób nie wygrywa się finału. Teraz czeka nas bardzo ciężka przeprawa w Sopocie 31 maja. Ja w dalszym ciągu jestem dobrej myśli i wierzę w Turów. Nie ma co zrzucać winy na 3 i 4 mecz bo nie o to chodzi. To, że Gurovic zachował się jak bydlę to fakt, ale nie usprawiedliwia wcale słabej kondycji psychicznej Zgorzelczan.