piątek, 16 listopada 2007

Odłowy


Ostatnio udałem się do znajomego Mirka na staw by wraz z ekipą dobrać się do dupy sumom, które na potęgę trzebiły populację karpia. Parę razy byłem świadkiem jak wąsaty kolos przewalał się w wodzie (efekt taki jakby ktoś podkład kolejowy wrzucił do wody). Po gabarytach było widać, że apetyt ma wilczy. Trzeba było skończyć z nimi raz na zawsze. Było ich kilkanaście sztuk. A oto jeden z nich:

poniedziałek, 29 października 2007

Gotowy do lotu w kosmos


Dawno nie pisałem, ale będę stopniowo nadrabiał. Z końcem IV Rzeczpospolitej Oliwer próbował chodzić, ale jakoś mu nie szło. 21 października po wygraniu wyborów przez PO pan Kwaśniewski powiedział, że skończyła się IV Rzeczpospolita. Skończył się też etap "tylko raczkowania". Oli zrobił pierwsze samodzielne kroki w swoim życiu. Teraz nadchodząca zima zmusiła nas do zakupu kombinezonu. W sprzedaży były tylko jak widać modele rodem z NASA i taki został kupiony. Wpłaciliśmy 20 mln $ i Oli jest gotowy do lotu w kosmos

czwartek, 18 października 2007

sobota, 22 września 2007


Strasznie długo nie pisałem, ale poprawię się jak tylko znajdę chwilkę czasu. Na razie mogę napisać tyle, że mój syn robi bardzo duże postępy. Prowadząc go za rączki chodziłby cały czas. Wystarczy mu płaska ściana by samodzielnie wstał. Tylko TV ogląda za blisko (tak mi się wydaje)

poniedziałek, 23 lipca 2007

Rekord!!!!


W piątek 20.07.07 wybraliśmy się po południu na rybki. Cel: nocka na Wilczym Stawie w Koźlicach. Zasiadka na karpia z profi sprzętem to nie w kij dmuchał. Po zarzuceniu wędek rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach oczekując na pierwsze branie. Około 19.30 sygnalizator w końcu przestał milczeć. Pierwszy karp - około 3kg. Zapowiadało się obiecująco. Ale późnym wieczorem około 22.30 - 23.00 rozszalała się taka burza z piorunami, że wędki trzeba było zdjąć z widełek bo powpadałyby do wody. Na szczęście około 1.00 burze przeszły (jak się dowiedziałem czyniąc wielkie spustoszenie następnego dnia na Śląsku i w okolicach Częstochowy) i mogliśmy powrócić na stanowiska bo burzę przeczekaliśmy w namiocie. Niestety w nocy nic się nie wydarzyło, a lekko przyjęty alkohol nie był sprzymierzeńcem i większość zasnęła. Na posterunku pozostałem tylko ja i Tomek - wspaniały facet i wielki znawca karpiowych zasiadek. W końcu o godzinie 7.20 znowu odzywa się sygnalizator. Tym razem to nie trzykilowy karpik, tylko...11,10 kg. Hol trwał około 20 minut, ale Tomek stał na posterunku z podbierakiem i czekał na odpowiedni moment by go podebrać. Żartował sobie ze mnie (wiedząc że to moja pierwsza zdobycz tego typu w życiu) pytając czy nie chcę zapalić papieroska i napić się piwka bo tak szybko to ja go nie wyciągnę. Miał rację. Paląc papierosa męczyłem karpia, który jak chciał to wyciągał sobie żyłkę, jak chciał to stał przy dnie. W końcu wylądował w podbieraku. A wyglądał tak jak na zdjęciu. Wyglądał bo po zważeniu i zmierzeniu dostał buziaka i powrócił do jeziora.

Swimming Pool


Całkiem niedawno wybraliśmy się do rodziców w odwiedziny. Pogoda była znakomita. Po przybyciu postanowiliśmy spróbować ulokować synka w basenie - bacznie obserwując co on na to. Na szczęście nie wystraszył się wody więc myślę, że pływać i żeglować nie będzie miał oporów. Jeśli chodzi o sporty związane z wodą to jeszcze wędkarstwo wchodziłoby w grę, ale w basenie słabo biorą więc tej dziedziny nie testowaliśmy, a i z żeglarstwem byłoby słabo. Generalnie na chwilę obecną jestem bardzo zadowolony z postawy Oliwera w kontakcie z wodą. Siora trzasnęła parę fotek. Oto one:

Ząbek rośnie, za nim drugi itd.

Oliwerkowi przebił się ząbek. Obawy były - jak on to zniesie?. Okazało się, że to twardy chłop (chyba po ojcu).